To mało znany region Polski. Biedna kuchnia oczaruje smakiem
Niewiele osób jest w stanie wskazać ten region na mapie, chociaż część nawet nieświadomie tam była. Kurpie ze swoją kuchnią, ludowymi wzorami i tradycjami zasługują na to, by wreszcie wyjść z cienia.
Kurpie to ziemie w widłach Orzyca, Pisy, Bugu i Narwi, pomiędzy Nowogrodem a Ostrołęką. Znajdują się głównie w województwie mazowieckim, ale granice obejmują też fragmenty województwa podlaskiego i warmińsko-mazurskiego Nazwa pochodzi od lokalnych kapci, które wyrabiano z lipowego łyka. Na początku jej unikano, uważano nawet za obraźliwe określenie, a mieszkańcy tego rejonu przez wiele lat nazywali się Puszczakami. Z biegiem lat pejoratywny wydźwięk tego słowa ucichł.
To przede wszystkim rejon bartników, czyli pszczelarzy. Do dziś Kurpie słyną ze świetnego miodu. Zajmowano się także myślistwem oraz rybactwem, zaczęto uprawiać zboża i wyrabiać mąkę na chleb. Na Kurpiach niestety dominowały słabe gleby, więc i możliwości upraw były ograniczone. Lokalne gospodarstwa skupiały się na hodowli bydła.
Kuchnia kurpiowska
Kuchnia kurpiowska była więc kuchnią biedną i mało urozmaiconą. W diecie dominowały kartofle, kapusta, buraki, kasza gryczana, groch oraz zawelwan, czyli fasola. Żytni chleb wypiekano raz na dwa tygodnie. Aby zaoszczędzić na produkcie, dodawano do niego kartofle, zmielony groch lub żołędzie. W okolicznych dołach mieszkańcy wsi łowili piskorze i karasie, na połów szlachetnych ryb panował ogólny zakaz. W każdej chałupie można było za to znaleźć beczkę z kiszoną kapustą. Miała ona minimum 150 litrów — dzięki temu zapasy pozwalały przetrwać ciężki okres zimy.
- Były 3 posiłki dziennie. Śniadanie gorące i kolacja gorąca. A w południe obiad, który był zazwyczaj zimny - suchy chleb popity wodą, a później wprowadzona została kawa zbożowa, oczywiście niesłodzona. Popularne oczywiście było piwo jałowcowe, które wytwarzały gospodynie w domach. Wytwarzały je jedynie na potrzeby swoje i swojej rodziny. Dużo poszczono, a w czasie postu do okrasy używano oleju konopnego i rydzowego. Wytłaczano je w małych wioskowych, albo domowych olejarniach - opowiada Anna Smolińska, kierownik działu etnografii w Skansenie Kurpiowskim im. Adama Chętnika w Nowogrodzie.
Potrawy były skromne, ale ciężkostrawne. Musiały zapewnić niezbędną dawkę energii, co przy skromnych zasobach było dużym wyzwaniem. Jadano więc rejbak, kołduny, kluski żelazne w mleku czy wychosień, czyli kapustę w cieście chlebowym.
Na Kurpiach, gdy w domu pojawiają się goście, gospodyni często częstuje ich fafernuchami, czyli korzennymi ciasteczkami z marchwi. Dawniej pieczone głównie na święta, dziś stanowią sposób na zachowanie dawnych tradycji.
Domy na Kurpiach
Drzwi do domów najczęściej umieszczano na podłużnej ścianie tak, aby gospodarz miał widok na całe podwórko. Domy budowano z drewna i słomy, obok stawiano chlew lub oborę. W najstarszych domach, które przetrwały do dziś, można zauważyć, że do budowy nie wykorzystywano żadnych gwoździ. Wnętrza były skromne, ale pełne życia i tradycji. W każdym domu był "święty kąt" z obrazami i krzyżem, ręcznie robione ławy i skrzynie służyły do przechowywania i siedzenia, a sercem domostwa był piec. W tych skromnych wnętrzach gotowano, tkano, rodziły się dzieci i umierały starsze pokolenia. Mimo panującej dawniej na wsiach biedy, dbano o tradycje. Domy przystrajano wycinankami kurpiowskimi, pod sufitem podwieszano kolorowe kwiaty z krepiny.
Jednym z ośrodków życia towarzyskiego mieszkańców Kurpi była karczma. To tu zbierali się mieszkańcy po pracy, by omówić ważne sprawy, załatwiać drobne interesy, świętować i tańczyć lub po prostu spędzać wolny czas.
Świetnie zachowane domostwa i odrestaurowane wnętrza podziwiać można w Skansenie Kurpiowskim im. Adama Chętnika w Nowogrodzie.
Kurpiowskie święta
Obrzędy świąteczne na Kurpiach miały zawsze szczególne znaczenie, ponieważ głęboka religijność była podstawą życia Puszczaków. Najważniejszymi momentami w roku były Boże Narodzenie i Wielkanoc. W Wielkanoc domy zdobiły palmy kurpiowskie, często mierzące kilka metrów, zdobione kwiatami z bibuły i kolorowymi wstążkami.
W Wigilię wzdłuż kuchni leżakowały przykryte białym płótnem chleby, w kominie wędziły się boczki, schaby i kiełbasy, a w spiżarniach czekały misy z galaretami i smalcem. Wysprzątane izby dekorowano podłaźniczkami, czyli stroikami z żywych gałązek. Na stole nie mogło zabraknąć maku, miodu i orzechów, które miały zapewnić siłę, pomyślność, bogactwo i mądrość. Jadano także kapustę z grochem lub ziemniakami, a resztki pozostawiano na noc na stole, by nakarmić odwiedzające Kurpiów dusze zmarłych.
Kurpie to region może mniej znany niż Podhale czy Podlasie, ale pełen fascynującej historii, żywych tradycji i unikalnych smaków. Warto dać mu szansę i odkryć na nowo.