Szklanka "kryształu" i czerwona łodyga. Zapomniany rarytas z czasów PRL powraca wiosną
Zanim półki sklepowe ugięły się pod ciężarem kolorowych żelków i zagranicznych batonów, polskie podwórka rządziły się własnymi prawami. Wystarczyło kilka groszy w kieszeni albo – co częstsze – szybka wizyta w ogródku babci, by wyczarować deser, którego smaku nie da się podrobić. Choć dziś może to budzić zdziwienie, dla pokolenia wychowanego na trzepaku nie było większego przysmaku niż "cukierki" prosto z ziemi.
Najprostszy deser świata prosto z grządki
Kiedy tylko pierwsze promienie majowego słońca ogrzewały ziemię, w przydomowych ogródkach i na działkach pracowniczych działo się coś magicznego. Spod dużych, rozłożystych liści zaczęły wychylać się grube, różowo-zielone łodygi. Rabarbar, bo o nim mowa, był pierwszym zwiastunem kulinarnej wiosny. Większość polskich dzieci nie czekała jednak, aż babcia upiecze drożdżowe ciasto z kruszonką. Cierpliwość kończyła się znacznie wcześniej. "Małoletni" uzbrojeni w jedną, soczystą łodygę, ruszali do kuchni po najważniejszy składnik tej rytualnej przekąski.
Weź skyr i kawałki rabarbaru. Słodkie śniadanie zniknie z talerzy ekspresowo
Szklanka "kryształu" i podwórkowa komitywa
Cały sekret tkwił w prostocie, która dziś wydaje się wręcz ascetyczna. Procedura była zawsze taka sama: łodygę rabarbaru obierało się z włóknistej skórki (choć ci najbardziej niecierpliwi często ten krok pomijali), a następnie maszerowało się do kuchni po szklankę wypełnioną białym cukrem. Maczanie kwaśnego, twardego końca warzywa w sypkim "krysztale" i odgryzanie kolejnych kawałków było doświadczeniem niemal mistycznym. Cukier chrupał między zębami, a sok z rabarbaru natychmiast go rozpuszczał, tworząc gęsty, słodko-kwaśny syrop prosto na języku.
Smak wolności, którego nie zastąpi żadna pralina
Dlaczego tak dobrze to pamiętamy? Bo rabarbar w cukrze był czymś więcej niż tylko szybką dawką glukozy. To był smak wolności, długich popołudni spędzanych na dworze i kreatywności czasów, w których "nic nie było", a jednocześnie mieliśmy wszystko. Charakterystyczne "szczypanie" w język i wykrzywiająca buzię kwasowość, natychmiast łagodzona przez słodycz, to kulinarny wehikuł czasu. Dziś, gdy szukamy wyrafinowanych smaków, warto czasem wrócić do tej prostoty – wystarczy pęczek rabarbaru i zwykła szklanka cukru, by znów poczuć się jak na wakacjach u babci. A jeśli cukierki to za duże wyzwanie, zawsze można skusić się na kompot z rabarbaru.