Proziaki w Sanoku. Regionalny street food, który wygrywa z sieciówkami?
Podkarpacka kuchnia kojarzy się z prostotą, sezonowością i wykorzystywaniem tego, co akurat było pod ręką. Jednym z najlepszych przykładów takiego myślenia są proziaki – niewielkie placki z mąki i sody, które przez lata były codziennym elementem domowej kuchni.
Proziaki swoją nazwę zawdzięczają sodzie oczyszczonej, która w gwarze podkarpackiej nazywana była "prozą". Dzięki niej placki nie wymagały drożdży i mogły być przygotowane szybko, z prostych, łatwo dostępnych składników. Jadano je z masłem, twarogiem albo warzywami, traktując jako tani, szybki, sycący dodatek do posiłku. Dziś proziaki wracają w nowej roli. Coraz częściej funkcjonują jako lokalny podkarpacki street food, który nie próbuje kopiować burgerów czy kebabów, tylko idzie własną drogą. W Sanoku takim miejscem jest Proziakownia, działająca w samym sercu rynku.
Proziaki, knysze i pasztet bez mięsa. Tak smakuje Podkarpacie
Proziaki – regionalna kuchnia Podkarpacia w nowoczesnej wersji
To nie była moja pierwsza wizyta w tym miejscu. Zawsze chętnie tu zaglądamy z mężem w drodze w Bieszczady. Tym razem zdecydowaliśmy się na dwa proziaki i grzany sok jabłkowy. Pierwszy był proziak z kurczakiem w miodzie i czosnku niedźwiedzim (29 zł). Mięso było soczyste, dobrze doprawione, a słodycz miodu i delikatność czosnku niedźwiedziego nie przytłaczały smaku, tylko go doskonale uzupełniały.
Drugi wybór to proziak z kiełbasą z dzika, wędzonym serem, ogórkiem kiszonym i sosem czosnkowym (32 zł). Bardziej treściwa propozycja, w której wszystko było na swoim miejscu. Kiełbasa – intensywna i wyrazista, przyjemnie przypieczona, ser – wyczuwalny, ale nie nachalny, a sos czosnkowy zaskakująco łagodny i delikatny. Nie zdominował smaku, nie wypływał na zewnątrz, tylko był kropką na i, spinającą świetnie całą kanapkę. Do tego grzany sok jabłkowy – bardzo aromatyczny i rozgrzewający, pełen korzennych przypraw, idealny na chłodniejszy dzień. Całość zamknęła się w kwocie 78 zł za dwie osoby.
Konkurencja dla sieciówek z burgerami?
I tu warto się na chwilę zatrzymać. Bo jeśli porównać to z realiami rynku, trudno uznać tę cenę za wygórowaną. Dziś zwykły zestaw w znanej sieciówce to często 35-40 zł za osobę, a w popularnych burgerowniach ceny jednego burgera bez frytek potrafią przekraczać 45-50 zł. W Proziakowni za około 30-35 zł na osobę dostaje się świeżo przygotowany posiłek, oparty na regionalnych składnikach, z mięsem dobrej jakości.
Co więcej, proziaki po prostu sycą. To nie jest przekąska, po której po godzinie zaczyna się myśleć o kolejnym posiłku. W tym sensie trudno nie odnieść wrażenia, że lokalna kuchnia wygrywa tu z sieciówkami.
Każdy znajdzie coś dla siebie
Menu Proziakowni pokazuje, jak elastyczna może być ta prosta forma. Są warianty z wędzonym pstrągiem i twarogiem z czosnkiem niedźwiedzim, wersje z fetą i pieczonym burakiem, lżejsze propozycje wegetariańskie, a także słodkie odsłony z twarożkiem i miodem. Proziak staje się tu lokalną odpowiedzią na burgera – tylko bez kopiowania schematów.
Proziakownia nie próbuje być "modna na siłę". Raczej konsekwentnie pokazuje, że regionalna kuchnia może być realną alternatywą dla fast foodu – nie jako ciekawostka dla turystów, ale normalny wybór na lunch czy szybki obiad. Bez marketingowych fajerwerków, za to z solidnym smakiem i rozsądną ceną.
Jeśli więc ktoś w Sanoku zastanawia się, czy zjeść kolejną kanapkę z sieciówki, czy spróbować czegoś lokalnego – proziaki są wyborem, który naprawdę ma sens.