Pojechałam na festiwal do Piask. To tutaj gotują najsłynniejsze flaki w Polsce
Żar lał się z nieba, a po skroniach spływał pot. Teoretycznie to najgorszy moment na jedzenie gorącej, zawiesistej zupy. W praktyce? Nikt tu nie odpuszcza, my też nie. Razem z mężem pojechaliśmy na XVII Festiwal Flaków w Piaskach, żeby sprawdzić, czy lokalna legenda, serwowana tu po 13 zł za porcję, wciąż trzyma poziom. I szybko okazało się, że głodni stąd nie wyjedziemy.
Nie tylko flaki. W Piaskach zabawa trwała do późnego wieczora
Choć bohaterem imprezy były flaki, organizatorzy zadbali o znacznie więcej atrakcji. Festiwal rozpoczął pokaz psów rasowych, dla najmłodszych przygotowano warsztaty i animacje, a na scenie przez cały dzień występowały lokalne zespoły. Wieczorem przyszła pora na gwiazdy muzyki tanecznej. Publiczność rozgrzewały Topky, Playboys i Łobuzy, więc zabawa trwała do późnych godzin.
Flaki, świeżonka i smalec z dzika. Tak wyglądało kulinarne święto w Piaskach
Piaski słyną z flaków od dziesięcioleci. Wszystko zaczęło się od "Rarytasu"
Piaski, niewielkie miasto w województwie lubelskim, od wieków leżały na ważnym szlaku handlowym. W miejscowych karczmach karmiono podróżnych sycącymi, prostymi potrawami, a jedną z nich były właśnie flaki. Prawdziwą sławę zyskały jednak w latach 60. XX wieku za sprawą restauracji "Rarytas", której receptura stała się wizytówką miasta. Dziś piaseckie flaki znajdują się na ministerialnej Liście Produktów Tradycyjnych, a ich smak zna chyba każdy mieszkaniec regionu.
My również dobrze go znamy, bo mieliśmy okazję spróbować słynnych flaków w "Rarytasie". Restauracja pojawiła się także na tegorocznej imprezie ze swoim food truckiem. Tym razem postanowiliśmy jednak skierować się do stoisk Kół Gospodyń Wiejskich. Były pięknie przystrojone i uginały się od regionalnych przysmaków.
Pot lał się po skroniach, ale flaków nie mogliśmy sobie odmówić
Mimo ponad trzydziestostopniowego upału nie mogliśmy sobie odmówić degustacji. Panie z lokalnych kół gospodyń wiejskich przygotowały po kilkadziesiąt litrów tradycyjnych wołowych flaków. Żeby zdążyć, gotowały je już dzień wcześniej lub od bladego świtu. Porcja kosztowała 13 zł i była to stała cena na wszystkich stoiskach. Wszystkie flaki, których spróbowaliśmy, były znakomite – esencjonalne, dobrze doprawione i miękkie. Jeśli ktoś lubi tę potrawę, nie miał prawa wyjechać zawiedziony.
W tym roku o tytuł najlepszych flaków Lubelszczyzny walczyło 16 Kół Gospodyń Wiejskich z gminy Piaski. Jurorzy oceniali smak, aromat i tradycyjne podanie. Po długich degustacjach wyłoniono zwycięzców:
- I miejsce – KGW "Aktywne Bystrzejowice" w Bystrzejowicach Trzecich,
- II miejsce – KGW w Kozicach Górnych,
- III miejsce – Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich w Janówku.
Pierogi po 2 zł, świeżonka i zaguby. Stoły uginały się od pyszności
Flaki były dopiero początkiem. Na stoiskach czekały chłodnik, bigos, gołąbki, karkówka po cygańsku, cebularze, pirogi z kaszą gryczaną (w końcu jesteśmy na Lubelczyźnie) i zaguby. Mąż skusił się na porcję świeżonki za 25 zł. Oczywiście podkradłam mu kilka kęsów. Mięso było miękkie i soczyste, a podsmażona cebulka smakowała wyśmienicie.
Prawdziwym hitem okazały się dla mnie pierogi. Kosztowały zaledwie 2 zł za sztukę. Obok klasycznych ruskich czy tych z kapustą i grzybami można było znaleźć pierogi z kaszanką, owocami, a także żelazne. Właśnie te wybrałam. Farsz z surowych tartych ziemniaków i boczku okazał się strzałem w dziesiątkę.
Jednego żałuję. Na festiwalu serwowano również piwoszek sobieski – kremową zupę na bazie piwa. Po flakach i chłodniku zwyczajnie zabrakło mi miejsca. Ten przysmak wpisuję więc na listę rzeczy do spróbowania podczas kolejnej wizyty.
Smalec z dzika dosłownie spływał z kromki. Nie mogłam sobie odmówić
Swoje stoisko miało także koło łowieckie. Nie mogłam odmówić sobie chleba ze smalcem z dzika. W upale smalec niemal spływał z kromki, ale smakował świetnie. Był bardzo dobrze doprawiony, dość podobny do tradycyjnego smalcu wieprzowego. Z chrupiącym ogórkiem małosolnym i świeżym pieczywem komponował się doskonale.
Pan nie żałował gruszkówki. W głowie zakręciło się szybciej, niż planowałam
Piaski słyną również z mleczarni i znakomitych wyrobów mlecznych. Na stoiskach nie brakowało więc drożdżowych bułeczek z twarogiem, a dla łasuchów przygotowano prawdziwy raj – serniki, szarlotki, racuchy, muffiny, bezy, ciasto "Fale Dunaju" i kolorowe deserki na zimno.
Upał gasiły domowe kompoty i lemoniady z lodem. Znalazło się też coś mocniejszego. Skusiłam się na lokalną gruszkówkę. Pan na stoisku miał wyjątkowy gest i nalał mi tak hojną porcję, że szybko zaszumiało mi w głowie.
Ludzi nie brakowało, pogoda dopisała, a gospodynie po raz kolejny udowodniły, że tradycyjna kuchnia nie wychodzi z mody. Na drogę kupiliśmy jeszcze duży słoik flaków i z pełnymi brzuchami wróciliśmy do domu.