menu województwa

Pajda ze smalcem, czereśniowa kombucha, grochówka i chałwa. Sprawdziłam, czym w tym roku kusili wystawcy na jarmarku

51. Jarmark Wdzydzki udowodnił, że regionalna kuchnia ma się świetnie, a portfel wcale nie musi po niej płakać. Obok niszowych serów i dziczyzny rządziły tu swojskie wędliny, chleby i przetwory w przystępnych cenach. Sprawdziłam, czym kusili wystawcy i ile trzeba było za to zapłacić.

Jarmark Wdzydzki zachwycił domowymi smakami
Źródło zdjęcia: Pyszności

Kaszubski Park Etnograficzny we Wdzydzach Kiszewskich na jeden lipcowy weekend zamienił się w tętniącą życiem, pachnącą stolicę polskiej gastronomii. Święto rzemiosła i kultury ludowej od lat przyciąga wystawców z całego kraju, oferując miks regionalnego dziedzictwa z nowoczesnymi smakami. Próżno tu jednak szukać food trucków z frytkami belgijskimi i burgerami. Tutaj króluje swojskie jadło i babcine obiadki.

W tym roku obok tradycyjnych gospodyń serwujących klasyczne, domowe dania, mocno zaznaczyły się stoiska z niszowymi produktami bio, rzemieślniczymi napojami fermentowanymi czy dziczyzną. Jak tegoroczna oferta przełożyła się na menu i nasze portfele?

Podpatrzyłam, jak pieką wafle. Te z budki mogą się schować

Przegląd straganów i ceny

Wbrew corocznym strachom o jarmarczną drożyznę, cenniki w większości miejsc okazały się zaskakująco łaskawe dla kieszeni. Oczywiście, były produkty premium, ale nie przy każdym stoisku trzeba było sięgać głęboko do portfela. Prawdziwym hitem okazało się stoisko, gdzie za jedyne 10 zł można było dostać trzy wielkie, chrupiące i smażone na bieżąco placki ziemniaczane. Kolejka była spora, a padający deszcz na chwilę przerwał smażenie, wywołując zazdrość w oczach tych, którzy na placki nie zdążyli się załapać.

Poza tym stragany uginały się od solidnego prowiantu: pachnących, ciężkich bochenków wiejskiego chleba na zakwasie, tradycyjnych wędlin na wagę i rzędów słoików z domowymi przetworami - od leśnych grzybów, przez mięsiwa, po autorskie konfitury.

Klasyka z wielkiego gara

Na głównych stoiskach gastronomicznych królowało sycące, swojskie menu. Za klasyczny żur kaszubski z kiełbasą i ziemniakami trzeba było zapłacić 20 zł. Tradycyjna kluska wdzydzka z mięsem okraszona skwarkami kosztowała 16 zł, podobnie jak duszona kapusta szmurowana z boczkiem.

Miłośnicy konkretów mogli skusić się na pieczoną w piwie golonkę za 42 zł lub gołąbki z mięsem w sosie pomidorowym za 19 zł. Dodatek w postaci ogórka małosolnego to koszt 3,50 zł. Z kolei wielki gar prosto z kuchni polowej serwował gęstą, treściwą grochówkę i flaki, oba dania z pieczywem w cenie 20 zł za porcję. Na stoisku Kół Gospodyń Wiejskich czekały również krokiety (10 zł) i domowe ciasta (ok. 8 zł za kawałek).

Fani dań z rusztu oraz mięsnych przetworów też mieli w czym wybierać. Klasyczna kaszanka owinięta boczkiem wędzonym kosztowała 26 zł, karkówka 29 zł, a tradycyjna kiełbasa z grilla 22 zł. Na stoiskach z wyrobami premium wzrok przyciągała podsuszana kiełbasa z dzika i jelenia oraz kabanosy z jelenia, wyeksponowane tuż obok słoików wypełnionych swojskim smalcem. Dalej fani klasyki mogli zaopatrzyć się w wędliny na wagę, w tym krakowską suchą czy szynkową, oferowane w cenie 59 zł za kilogram.

Nietypowe sery od polskich rzemieślników

Na jarmarku nie mogło zabraknąć również serowarów. Wybór gatunków potrafił przyprawić o zawrót głowy, a ceny wahały się od 12 do 19 zł za 100 gramów w zależności od unikalności receptury. Fani klasyki mogli sięgnąć po sery owcze, wędzoną roladę kozią czy tradycyjny ser z pieprzem. Było oczywiście masło i klasyczny twaróg.

Na straganach pojawiły się też sery krowie z takimi dodatkami jak czarna limonka, czosnek niedźwiedzi, trufle, chilli, a nawet ser krowio-kozi z kawą, ser z dodatkiem kwiatów polnych czy czarnuszki i kozieradki. Dla odważnych dostępne były nawet jaskrawe sery o smaku gumy balonowej czy likieru Limoncello.

Słodkości, leśne owoce i rzemieślnicze napoje

Jarmark nie mógł obyć się bez kultowych kaszubskich ruchanek, czyli puszystych placuszków drożdżowych smażonych na głębokim tłuszczu. Te przygotowywane według tradycyjnego przepisu Babci Sabinki kosztowały od 7,50 zł do 15 zł w wersji obficie posypanej cukrem pudrem i polanej fjutem, czyli syropem z buraka. Kto wolał coś chrupkiego, mógł skusić się na tradycyjne gofry za 8 zł. Prawdziwym symbolem jarmarku była też gigantyczna pajda świeżego, wiejskiego chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym, sprzedawana na różnych stoiskach za 8 do 12 zł.

Wśród słodkich upominków wyróżniały się pięknie zapakowane, złociste sękacze i mrowiska z mazurskiej pracowni, wielkie, domowe jagodzianki szczodrze posypane chrupiącą kruszonką, a także ciemna chałwa z orzechami pistacjowymi zwinięta w apetyczne rolady. Od lokalnych zbieraczy można było kupić również całe słoiki świeżo zebranych, leśnych jagód.

Do popicia tych wszystkich obfitych potraw idealnie sprawdzała się rzemieślnicza kombucha za 15 zł, chłodzona w wielkiej balii z lodem, dostępna w mocno orzeźwiających wersjach czereśniowej i jabłkowej. Obok niej pojawiały się też akcenty egzotyczne, jak stoisko z soczystymi granatami z Azerbejdżanu (odmiana Velez) i świeżo tłoczonymi z nich sokami.

Jarmark Wdzydzki po raz kolejny udowodnił, że potrafi nakarmić każdego – i co najważniejsze, wcale nie musiał zrujnować budżetu. Chociaż za rarytasy premium trzeba było zapłacić więcej, to dzięki stoiskom z domowymi obiadami, wędlinami na wagę i budżetowym plackom za dyszkę, nikt nie wracał stąd głodny.

Czytaj więcej