Na Kujawach wszyscy czekali na pogrzeb żuru i śledzia. W ruch szły garnki i popiół
Dzisiaj Wielkanoc kojarzy nam się z radosnym świętowaniem, ale dawniej nadejście świąt było przede wszystkim upragnionym końcem surowego postu, podczas którego zakazane było spożywanie nie tylko mięsa, ale i nabiału oraz tłuszczów roślinnych. Na Kujawach świętowali koniec ograniczeń w głośny sposób.
Przez czterdzieści dni jadłospis ograniczał się niemal wyłącznie do śledzi oraz żuru, i to pozbawionego jakiegokolwiek nabiału czy tłuszczu zwierzęcego. Nic dziwnego, że gdy nadchodził Wielki Piątek lub Wielka Sobota, wyobraźnia nakazywała "odegrać się" na tym monotonnym jedzeniu. Tak narodził się pogrzeb żuru i śledzia – zwyczaj pełen swawoli, brudu i uzasadnionej radości.
Pogrzeb żuru i śledzia
To obrzęd najsilniej kultywowany na Kujawach i Pomorzu. Był symboliczną zemstą na postnym menu, które po sześciu tygodniach stawało się dla organizmu udręką. Śledzia, który przez tygodnie królował na stołach, wieszano na sznurku na wierzbach nad drogą lub uroczyście wleczono przez całą wieś, by na końcu go zakopać. Często zamiast prawdziwej ryby używano symboli: szkieletu śledzia lub drewnianych figurek. Był to znak, że kończy się czas wyrzeczeń, a na stołach rychło pojawić się miało mięso i tłuszcz, których brak odczuwano najbardziej.
Wybijanie żuru, czyli popiół i nieczystości
O ile pogrzeb śledzia był formą pożegnania, o tyle "wybijanie żuru" przypominało prawdziwą bitwę i miało charakter rytualnego oczyszczenia. Wiejska młodzież, chcąc zamanifestować koniec pokuty, napełniała gliniane garnki nie tylko zupą, ale wszystkim, co mogło zabrudzić otoczenie: popiołem, sadzą, błotem. Popiół był tu kluczowy – dawniej służył jako ług do prania i mycia, więc rozbijanie go o ściany zapowiadało wielkie przedświąteczne sprzątanie.
Chłopcy skradali się pod okna i drzwi chałup, a następnie rozbijali o nie garnki. Często wybierali domy, w których mieszkały panny na wydaniu. Zmuszało je to do wyjścia na zewnątrz i posprzątania bałaganu, co sprzyjało żartom i zaczepkom. W ten sposób sacrum (koniec postu) mieszało się z profanum (zalotami młodzieży).
Jak opisuje XIX-wieczny etnograf Oskar Kolberg, popularną zabawą było rozciąganie powrósła (wiązki skręconych źdźbeł trawy) między kominami chałup. Na środku wieszano garnek z popiołem. Gdy pod sznurem przechodził nieostrożny przechodzeń, rozbijano naczynie kijem, obsypując ofiarę szarą chmurą pyłu.
Symbol końca pokuty
Wszystkie te zabiegi miały jeden cel: ostateczne zerwanie z postną ascezą. Po "pogrzebaniu" żuru domy sprzątano z resztek postnej wieczerzy. Chociaż dziś żur jest potrawą luksusową i bogatą w kiełbasę czy boczek, przez wieki był symbolem monotonnego głodu, co tłumaczy, dlaczego nasi przodkowie tak chętnie go "grzebali" właśnie w Wielki Piątek. Nikt nie obrażał się na rozbity garnek z popiołem, był to akceptowalny wentyl bezpieczeństwa po okresie surowej dyscypliny.