Kiedyś na wsiach babcie gotowały je zwierzętom. Na festynie ustawiały się po nie kolejki
W niedzielę 5 października w Szreniawie miało miejsce wielkie święto ziemniaka. W tym roku festiwal przyciągnął tłumy. Wróciłam z koszem pełnym ziemniaków i przepisem na wielkopolski bambrzok. Zaskoczeniem były kolejki do pyr z parownika.
Muzeum Rolnictwa w Szreniawie co roku organizuje wydarzenie pod szyldem "Poznańska Pyra", na którym można spróbować regionalnych potraw z ziemniaków. Degustacjom towarzyszą występy zespołów folklorystycznych, warsztaty i opowieści o dziedzictwie Wielkopolski. Na festiwalu piętrzą się potrawy z ziemniaków – od pyry z gzikiem po szare kluski. W tym roku ciekawostką był wielkopolski bambrzok – potrawa, którą przypomniał regionalista Witold Wróbel. Ale największą atrakcją okazało się coś innego.
Z pola na talerz, czyli Poznańska Pyra 2025
Królowa Anna z parownika
Pyra z gzikiem to wielkopolska klasyka. Najczęściej ziemniaki gotowane są w mundurkach i podawane z twarożkiem, czasem także ze śledziem w śmietanie. Jednak tylko w Szreniawie można było spróbować ziemniaków z parownika. Jest to rodzaj kuchni polowej opalanej drewnem. Nad paleniskiem znajduje się wielki gar, w którym mieści się ok. 30 kg ziemniaków. Na dno trzeba wlać trochę wody, która parując, podgrzewała ziemniaki. Kiedyś na wsiach babcie gotowały takie pyry zwierzętom. Dziś już raczej tak się nie robi. Ale jak widać i na festynie mogą być prawdziwym przysmakiem.
W Szreniawie ustawiono trzy takie parowniki i słusznie, ponieważ chętnych na pyrę z gzikiem nie brakowało. Tym bardziej że gotowane były nie byle jakie ziemniaki, tylko odmiana Królowa Anna, którą uprawiano na szreniawskich polach należących do Muzeum.
Cepeliny, szare kluski i placki ziemniaczane
W kramikach rozstawionych przy głównym placu można było kupić i spróbować ziemniaków pod każdą możliwą postacią. Obok regionalnych potraw dostępne były również zwykłe frytki i opiekane ziemniaki na patykach, ale nie cieszyły się one aż takim zainteresowaniem jak cepeliny, szare kluski, kartacze czy placki ziemniaczane.
Szare kluski, przygotowane ze startych surowych ziemniaków, serwowane były z zasmażaną kapustą kiszoną, a do cepelina – dużego knedla ziemniaczanego z kiełbasą w środku – można było dobrać bigos albo golonkę. Dużym powodzeniem cieszyły się kartacze – czyli gotowane kluski ziemniaczane, nadziewane mięsem mielonym.
Warsztaty dla dzieci i historia ziemniaka
Podczas wydarzenia można było nie tylko dobrze zjeść, ale także poznać historię ziemniaka. Obok pola poustawiano dawne kopaczki do wybierania ziemniaków (podłączane do zaprzęgu konnego), a na polu z ziemniakami – maszynę do oczyszczania pyr z ziemi. Żeby z niej skorzystać, trzeba było umieścić pyrki w wielkim, ażurowym bębnie i zakręcić korbką. Dla dzieciaków to była frajda.
Na warsztatach sprawdzaliśmy zawartość skrobi w różnych warzywach – w ziemniakach było jej zdecydowanie najwięcej, ale spora ilość znajdowała się także w marchewce czy pietruszce. Pani opowiadała również o topinamburze, który zamiast skrobi zawiera inulinę, o wiele korzystniejszą dla osób chorujących na cukrzycę. Warzywo było chętnie spożywane w Polsce, zanim poznaliśmy ziemniaki. Mało kto wie, że topinambur nadal rośnie dziko i można go znaleźć pod bardzo popularnymi w Polsce żółtymi kwiatami. Teraz, w październiku zawiązują się młode bulwy.
Degustacje zapomnianych potraw i wspólne wykopki
Zdecydowanie największą atrakcją wydarzenia w Szreniawie były wspólne wykopki. Kiedyś do pracy w polu trudno było zagonić młodych, dzisiaj możliwość samodzielnego wykopania ziemniaków to nie lada gratka. Na polu było tyle osób, że szybko zbrakło motyk. Na szczęście ochotników wspomagał traktor z kopaczką. Na miejscu były dostępne tekturowe pojemniki, ale wiele osób przyniosło swoje kosze z domu, niektórzy kupili ręcznie wyplatane kosze z wikliny. Każdy mógł wrócić do domu z koszem pełnym ziemniaków.
Dla mnie dużą ciekawostką na festiwalu był wielkopolski bambrzok – rodzaj babki ziemniaczanej z tartych ziemniaków z dużą ilością majeranku. Pracownicy muzeum przygotowali dwie wersje – z boczkiem i suszoną gruszką. Dawniej nie w każdym gospodarstwie było mięso, więc do ziemniaków wrzucano to, co było dostępne, a w wielu domach zawsze był zapas suszonych owoców. Pamięcią o potrawie zaopiekował się regionalista, Witold Wróbel, dzięki któremu bambrzok został wpisany na listę produktów tradycyjnych województwa wielkopolskiego.
Przepis na wielkopolski bambrzok na słodko
Przepis przybył do Wielkopolski w XVIII wieku wraz z osadnikami niemieckimi z Bambergu. Chociaż podstawą dania są ziemniaki, bambrzok był chętnie spożywany na podwieczorek, na przykład do kawy zbożowej. W Szreniawie można było spróbować wersji z suszoną gruszką, ale w domu możesz przygotować bambrzok z dowolnymi suszonymi owocami, a nawet ze świeżymi owocami sezonowymi.
Składniki:
- 3 kg ziemniaków,
- 120 g mąki,
- 4 jajka,
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej,
- 200 g cukru,
- suszone morele, rodzynki, śliwki (mogą być owoce sezonowe).
Sposób przygotowania:
- Ziemniaki obierz i umyj. Zetrzyj na tarce i połóż na sto, aby odsączyć soki.
- Pokrój suszone owoce.
- Ziemniaki i pozostałe składniki na bambrzok (oprócz owoców) dokładnie wymieszaj.
- Przełóż do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch połóż suszone owoce (lub świeże obtoczone w mące).
- Wstaw do piekarnika rozgrzanego do 250 stopni Celsjusza na 45 minut – albo na 60 minut, jeśli piekarnik jest rozgrzany do 190 stopni Celsjusza.