Kiedy na stole pojawił się golas, aż zaniemówiłam. Po pierwszym kęsie wszystko stało się jasne
Flaki po zamojsku, golas roztoczański i placek po węgiersku w samym centrum turystycznego miasta – sprawdziliśmy, czy w restauracji z wieloletnią historią wciąż można zjeść solidny, regionalny obiad w rozsądnej cenie. Trafiliśmy akurat na początek Jarmarku Kaziukowego. Było spokojnie, bez sezonowych tłumów, więc łatwiej było ocenić jedzenie bez pośpiechu i kolejek.
Restauracja Padwa mieści się w renesansowej Kamienicy Telanowskiej, jednej z najstarszych murowanych kamienic na zamojskim Rynku, zaprojektowanej w XVI w. przez włoskiego architekta Bernarda Morando – tego samego, który kształtował układ miasta. Wnętrza lokalu mają podkreślać historyczny charakter miejsca, z grafikami starego Zamościa i zdjęciami znanych gości w tle.
Kluski ziemniaczane z białym serem. Perełka kuchni kujawsko-pomorskiej
To lokal z długą historią – działa od lat, a w 2004 r. został wyróżniony przez Kapitułę Wydawnictwa Pascal jako "obiekt z wyjątkowym klimatem". W internetowych rankingach Padwa zbiera mieszane, ale przeważnie pozytywne opinie (średnia ok. 4,3/5 przy niemal 1 000 recenzji w Google), z komentarzami chwalącymi atmosferę i obsługę, choć zdarzają się też uwagi krytyczne dotyczące niektórych dań lub dodatkowych opłat za udogodnienia. Menu opiera się na kuchni polskiej i regionalnej, choć można w nim też znaleźć akcenty włoskie czy węgierskie.
Flaki po zamojsku – czym się różnią od innych?
Na początek zamówiliśmy flaki po zamojsku (26 zł) z pieczywem – danie, które tu powinno być jednym z mocniejszych punktów. Tradycyjna wersja zamojskich flaków różni się od "innych" flaków tym, że jest bardziej klarowna, jasna i mocno majerankowa, bez pomidorów czy ciężkiej zasmażki.
W Padwie ten klasyczny styl był dobrze wyczuwalny: bulion esencjonalny, majeranek dominujący, czosnek w tle. Jednak konsystencja flaków nie do końca nas przekonała – były nieco gumowate i twarde. Mąż podsumował je, że "smakują jak flaki ze słoika", czyli poprawne, ale bez tego "czegoś", co zapadłoby w pamięć.
Na drugie danie wjechał placek po węgiersku (49 zł) z bukietem surówek. Sam placek był naprawdę smaczny - chrupiący na zewnątrz, miękki w środku, podany z wyrazistym sosem. Surówki: klasyczna biała kapusta oraz marchewka z chrzanem – ta z chrzanem była naprawdę smaczna i podkradałam ją mężowi.
Golas roztoczański – zdecydowany faworyt
Największe wrażenie zrobił na mnie golas roztoczański (38 zł). To danie blisko spokrewnione z pirogiem biłgorajskim, ale różni się tym, że farsz nie jest otulony ciastem (drożdżowym lub kruchym). Golas to więc nic innego jak upieczona masa z kaszy gryczanej, twarogu i ziemniaków. W Padwie dostałam dwa plastry golasa podsmażone na maśle – apetycznie przyrumienione, z wyraźnym smakiem kaszy i sporymi kawałkami ziemniaków. Do tego kwaśna śmietana. Ten smak bardzo mi odpowiadał – przypominał mi domowe gotowanie, jak u babci (choć babcia piekła pirogi biłgorajskie, farsz był niemal identyczny). To prawdziwy comfort food.
Za obiad dla dwóch osób zapłaciliśmy 154 zł – jak na lokal w ścisłym centrum miasta turystycznego to rozsądna cena.
Nie wszystko nas zachwyciło, flaki mogłyby być bardziej miękkie, ale Padwa to miejsce, które łączy historyczny klimat z kuchnią regionalną, gdzie można zjeść solidny i całkiem smaczny obiad. Jeśli chcielibyście spróbować lokalnych klasyków, szczególnie warto sięgnąć po golasa – to był najmocniejszy punkt tej wizyty.